AUCKLAND – miasto zielonych wulkanów

NZ_Auckland

Jakie jest to Auckland? Położone w aktywnym sejsmicznie terenie, gdzie potoki lawy przetoczyły szlaki ulic, a połacie zieleni to dziś rajskie zielone wyspy. Ale nie wszystkie wulkany wygasły. Warto się tam znaleźć, choćby na jeden dzień i zobaczyć, jak się ma cywilizacja w kraju, w którym żyje więcej owiec niż ludzi.

To tu rozpoczęła się nasza przygoda z krajem Kiwi. Zanim nasze stopy dotknęły tej ziemi, myśleliśmy, że naprawdę podróżujemy w czasie, minęło tak dużo czasu, a jednocześnie tak mało. Wiedzieliśmy, że podróż zacznie się dobrze – niebo było takie gładkie, i bezchmurne, i dziwnie było tak patrzeć przez okno samolotu na obracającą się Wielką Niedźwiedzicę.

Lądowaliśmy, mając przed oczami zbiornik wodny, a krajobraz zalewała zewsząd fala soczystej zieleni. Zanim opuściliśmy pokład, musieliśmy zaczekać aż pani z bio security spryska nasze bagaże i powietrze specjalnym preparatem dezynfekującym. Wiedzieliśmy, że wkraczamy w zupełnie inny świat, czysty świat. I nie myliliśmy się. Po wyjściu z samolotu od razu pobiegliśmy na kontrolę BIO, zbierając po drodze szereg ulotek, przewodników (jest ich pełno na lotnisku), rozglądając się za budkami, w których moglibyśmy zakupić karty do telefonu. O kontroli BIO więcej pisaliśmy tutaj.

Jak dostać się z lotniska do centrum Auckland?

Do miasta dostaliśmy się autobusem SkyBus, do którego bilet zakupiliśmy w budce obok przystanku tuż po wyjściu z lotniska. Cena jednego przejazdu to 17 NZD lub 32 NZD za bilet tam i z powrotem a czas przejazdu możne wynieść nawet godzinę (nam zajęło to ok 40 minut). Oczywiście z lotniska można wydostać się również taksówką ale koszt może wynieść 35-50 NZD. Najtańszą opcją na dotarcie do centrum jest wybranie komunikacji miejskiej, lecz niestety wiąże się to z przesiadką. Na lotnisku należy wsiąść w autobus nr 380, podjechać parę przystanków do stacji Papatoetoe i przesiąść się na jedną z 3 linii kolejki miejskiej: Southern, Eastern lub Onehunga. Kosz takiego przejazdu to 12,50 NZD od osoby. Koszt biletów komunikacji miejskiej w Auckland (jeśli ktoś zostaje tam na dłużej) można zmniejszyć, wyrabiając sobie kartę AT HOP. Działa ona podobnie jak londyńska Oyster Card czy izraelska Rav-Kav Card. Jeśli w Auckland będziecie poruszać się komunikacja miejską, to polecamy również aplikacje AT Mobile (coś podobnego jak nasze Jak Dojadę).

Hostel

Jadąc autobusem, mogliśmy podziwiać piękny zachód słońca, choć do miasta i naszego hostelu dotarliśmy już, jak było ciemno. Dwie noce spędziliśmy w City Garden Lodge, skąd blisko do największych atrakcji w mieście. Byliśmy bardzo zdziwieni ponadprogramową uprzejmością tutejszych ludzi, zupełnie inaczej niż w naszej polskiej rzeczywistości, a to bardzo ważny aspekt życia codziennego. Zelandia to kraj, z naszych dotychczas odwiedzonych, w którym chyba najbardziej najedliśmy się życzliwości :). 

Auckland_zachod slonca

Historia City Garden Lodge jest bardzo ciekawa: była to letnia rezydencja królowej Sālote Tupou III z Tongi. Urodzona 13 marca 1900 roku w Nukualofa, stolicy polinezyjskiego królestwa Tonga, grupy 170 wysp na północ od Nowej Zelandii, księżniczka Sālote kształciła się w Nowej Zelandii od 1909 roku, a w 1915 roku zamieszkała w Selwyn House, internacie anglikańskiej diecezjalnej szkoły dla dziewcząt w Epsom, bardzo zamożnym przedmieściu Auckland. Po II wojnie światowej odwiedzała Nową Zelandię każdego lata, a w 1952 r. rząd Tonga kupił w Auckland rezydencję „Atalanga”, gdzie królowa przebywała podczas prywatnych wizyt.

Auckland- City Garden Lodge

Pierwszy dzień

W Auckland spędziliśmy na rozruch podróży dwa pełne dni. Słońce prażyło bezlitośnie, a w witrynach sklepowych wciąż dawały o sobie znać kremy z filtrem UV, by chronić skórę przed szkodliwym promieniowaniem. Nad Nową Zelandią znajduje się dziura ozonowa, stąd mieszkańcy apelują o rozsądne eksponowanie ciała na słońcu. Na szczęście w mieście jest sporo punktów z wodą do picia, więc udało się przetrwać.

Auckland Drinking Station
Butelki Water-to-Go to był nasz najlepszy zakup <3

Auckland Domain

Naszą trasę zaczęliśmy od najstarszego parku położonego na terenie wygasłego wulkanu Pukekawa, Auckland Domain, i słynnego Muzeum Auckland. „Pukekawa” w języku maoryskim oznacza „wzgórze gorzkich wspomnień”. Jest to zapewne nawiązanie do walk plemiennych między Ngapuhi a Ngati Whatua iwi. Święte drzewo totara, upamiętniające bitwy i ich ostateczne rozstrzygnięcie, zostało podobno posadzone przez księżniczkę Te Puea Herangi i wciąż stoi na centralnym stożku wulkanicznym.

Wchodząc sobie od strony ulicy Domain Drive, trafiliśmy do najważniejszego historycznego obiektu miasta – Auckland Museum. Jego zbiory koncentrują się na historii kraju (zwłaszcza historii Auckland), historii naturalnej i historii wojen. Cena biletu wynosi 25 NZD a za dodatkowe 20 NZD można wziąć udział w maoryskim przedstawieniu. Jest to świetna okazja by zobaczyć na żywo tańce poihaka. Budynek już z zewnątrz robi ogromne wrażenie, a nas dopadało przeświadczenie, że albo przestawiamy się na słońce, bo przecież przylecieliśmy z deszczowego Krakowa, albo zginiemy marnie ;).

Auckland-muzeum
Auckland Museum

Park nas totalnie zauroczył, polecamy spędzić w nim chwilę, aby dostrzec drzewa i rośliny, które widzi się w najlepszych palmiarniach w Polsce, tylko tutaj to wszystko rośnie samopas, jest wolne, rodzime, tutejszy klimat sprzyja ich życiu. Alejki są zadbane i ładnie zaprojektowanie tak, aby spacerujący mógł poczuć się jak w lesie, z dala od zgiełku miasta. Człowiek sobie idzie i idzie, a tu zza krzaczka wyskakują zwierzaki, których nie spodziewał się ujrzeć na oczy w… parku. Auckland słynie z wielu takich naturalnych miejsc. Idealne miasto do życia i podejmowania działań, no może zaraz po Wanace z wyspy południowej, w której Pati jest totalnie zakochana.

Auckland Domain

Auckland ZOO – ZOO idealne nie tylko pod kątem traktowania zwierząt

Ale zatrzymajmy się na chwilę przy ZOO. Z Auckland Domain podreptaliśmy do Albert Park, z którego już blisko do ścisłego centrum miasta. Nie spędziliśmy w nim tak dużo czasu jak następnego dnia, bo spieszyło nam się do ZOO. Stojąc i czekając na autobus, doświadczyliśmy po raz pierwszy tego, o czym wielu przyjezdnych mówi o ludziach Kiwi – tutaj się nikt nie spieszy, „no worries!” jest na porządku dziennym. O tym, kim są Kiwi, pisaliśmy tutaj. Przy okazji podziwialiśmy skok jednego ze śmiałków z wieży telewizyjnej, bo akurat pod nią czekaliśmy na nasz autobus.

Mamy zwyczaj odwiedzania ZOO w większych miastach (interesuje nas, jak zwierzaki są traktowane). Auckland ZOO spełnia swoją misję znakomicie. Bilety kupiliśmy na miejscu. Co zauważyliśmy na pierwszy rzut oka, to bardzo mała ilość pastuchów (linek zasilanych prądem), by zwierzęta nie uciekały. Zastosowano za to inne rozwiązania: wybiegi dzikich zwierząt oddalone od alejek, po których szwendają się ludzie, by nie przeszkadzali zwierzętom, a także system podwójnych drzwi, z których gdy jedne się otwierają, drugie zamykają, a pomiędzy nimi znajduje się mały korytarzyk. Dzięki temu można bezpiecznie przejść i spotkać się ze zwierzętami na ich wybiegu.

Auckland-zoo
Auckland zoo
Hmm… Gimnastyka słonia 😀
Auckland-zoo
Auckland-zoo
Auckland zoo

Pracuje tam sporo młodych wolontariuszy, których mieliśmy okazję spotkać. Dodatkowo świadomość biodegradowalności jest bardzo wysoka wśród załogi – obserwowaliśmy, jak wyrywają chwasty w ogródkach i wrzucają je do bio worków. Ponadto Rafał otrzymał kubek na kawę, który był wielokrotnego użytku i przed opuszczeniem ZOO oddał go do czyszczenia, by mogła z niego skorzystać kolejna osoba. Frytki jedliśmy drewnianymi sztućcami.

W całym ZOO można natknąć się na wiele posągów nawiązujących do kultury Maorysów, co tylko jeszcze bardziej podkreśla urok tego miejsca.

Auckland zoo

Co wzruszyło nas najbardziej, to szkoła latania. Nie jesteśmy zwolennikami trzymania jakichkolwiek ptaków w klatkach. To zwierzęta potrzebujące wolności, by móc rozwinąć skrzydła.

Molly uczy się latać 🙂

Ptaki w Auckland mają o tyle dobrze, że nie są trzymane w małych klatkach, a w naprawdę dużych przestrzeniach, gdzie siatka sięga koron drzew. Te ptaki tam naprawdę latają. Można wejść do ich królestwa, które jest po prostu lasem. Żeby móc wypatrzeć jakiegoś osobnika, potrzeba odrobiny cierpliwości i czasu, by przyczaić się w krzakach ;). Wspomniana szkoła latania to inicjatywa, która pomaga poszkodowanym ptakom (czy to w wypadkach spowodowanych ręką ludzką czy w środowisku naturalnym) na nowo nabrać wiatru w żagle. Mieliśmy szczęście obserwować lekcję latania papugi Molly, która została zabrana od właściciela trzymającego ją w złych warunkach. Widać było satysfakcję na twarzy jej trenera, któremu udało się namówić ją do lotu, widać było radość, że odwiedzający chętnie się tej lekcji przypatrują, a przy okazji może nabierają świadomości w odpowiednim traktowaniu zwierząt.

A oto niektórzy ptasi mieszkańcy ZOO w Auckland:

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider


kiwi możecie poczytać w naszym osobnym wpisie :).

Auckland ZOO posiada także świetną opiekę medyczną i przystosowany do tego budynek, który można odwiedzić, by zobaczyć, jak wyglądają sale szpitalne i dowiedzieć się ciekawych rzeczy, także o kiwi. Dla fanów zwierzaków bardzo polecamy.

No i miśko-kiwucha została z nami na zawsze :). A tam w krzaczkach po lewej kogo widzicie?

One Tree Hill i Cornwall park

Chyba najważniejsze historyczne miejsce Nowej Zelandii (wzgórze mające 182 m wysokości) nieopodal Cornwall Park. Ze wzgórza, które tak naprawdę jest wygasłym wulkanem, doskonale widać panoramę miasta oraz oba porty w Auckland. Wejście (kilka możliwości) na górę zajmuje ok. 20 minut.

Auckland-one-tree
Jeden ze szlaków prowadzących na górę

Cornwall Park jest, jak większość terenów zielonych w Auckland, naprawdę piękny. Znajduje się tu ponad 8 tyś. drzew, które robią niesamowite wrażenie.

Sam park jest naprawdę duży. Jego powierzchnia to 172 hektary, na których oprócz drzew i wzgórza znajdują się place zabaw, miejsca do grillowania czy też odpoczynku. W samym parku jest też farma posiadająca 600 owiec i 60 krów, które można spotkać, błogo spacerując w zielonym raju.

W centrum parku, poniżej wzgórza One Tree Hill, znajduję się Visitor Center mieszczące się w pięknym budynku Huia Lodge, zbudowanym w stylu wiktoriańskim, a dokładniej w Queen Anne Revival.

Huia Lodge

Obiekt ten został wzniesiony w latach 1901-1903 jako miejsce, w którym będą mogli zatrzymać się wszyscy podróżujący na wzgórze. Przez lata dom ten zamieszkiwali opiekunowie parku wraz z rodziną oferujący herbatę i bułeczki <3 wszystkim odwiedzającym park.

Obecnie Huia Lodge jest miejscem, w którym można dowiedzieć się wszystkiego o parku. Znajdują się tu zarówno wystawy edukacyjne np. na temat drzew kururi, jak i sklep z pamiątkami i prezentami, a dochody ze sprzedaży przeznaczane są na opiekę nad parkiem.

Auckland One Tree Hill

No dobra, ale gdzie to drzewo? Do roku 2000 na szczycie stała sosna kalifornijska, która zastąpiła święte drzewo totara. Zostało ono ścięte w 1852 r. przez brytyjskich osadników. Pozostałości tego pnia można znaleźć nieopodal grobu Johna Logana Campbella znajdującego się na szczycie wzgórza.

Na miejscu drzewa postawiono potężny monument, którego tabliczka informuje pokrótce o historii tego miejsca: pierwszym znanym Maorysem, który odwiedził te brzegi, był Kupe, polinezyjski nawigator, w 925 roku. Pierwsza osada toi miała miejsce w 1150 r. Pierwsza zorganizowana emigracja z Hawajów miała miejsce w 1350 r., kiedy przodkowie obecnej rasy Maorysów przybili kajakami do różnych punktów wybrzeża. W 1840 r. podpisano traktat z Waitangi, na mocy którego Maorysi przyjęli zwierzchnictwo Korony Brytyjskiej i tym samym zapewnili sobie wszystkie prawa i przywileje jako poddani brytyjscy.

Toitehuatahi, Toi, wczesny imigrant z Hawajów, tradycyjnego miejsca pochodzenia maoryskiego, jest ważnym przodkiem wielu Maorysów.

Auckland - obelisk

Na samym szczycie rozpościera się bardzo ładny widok na Auckland i otaczające tereny, niestety pogoda nie dopisywała nam tego dnia, ale pomimo tego widoki były warte wdrapania się tutaj.

Auckland
Auckland
U nas jak zawsze wszystko w porządku 😉
Bardzo oryginalny i piękny sposób na oświadczyny <3

Schodząc w stronę Obserwatorium Astronomicznego, trafiliśmy na darmową tyrolkę. Polecamy :). Z kolei samo obserwatorium posiada dwa teleskopy i planetarium. Odkryto w nim asteroidę 19620 Auckland. Obecne łączy rozrywkę i edukację (za pośrednictwem planetarium i publicznego dostępu do starszego teleskopu).

Dzień drugi

Mount Eden – najwyższy punkt widokowy w Auckland

Kolejny dzień zaczął się dla nas zaskakująco dobrze. Wstaliśmy dość wcześnie, a nieszczęsny jet lag, którym martwiliśmy się przed wylotem, w ogóle nam nie dokuczał. Wydawało nam się nawet, że strefa czasowa w której się znaleźliśmy idealnie nam pasuje.

Dzień postanowiliśmy zacząć od najwyższego punktu w mieście – Mount Eden. Wzgórze to znajduje się relatywnie blisko naszego hotelu, więc postanowiliśmy udać się tam na piechotę, przechodząc przez dzielnicę New Market. Trasa zajęła nam około godziny, a po drodze mogliśmy doświadczyć czegoś, co wywołało na naszych twarzach ogromny uśmiech. Z racji, że przebywaliśmy w Nowej Zelandii w listopadzie, cały kraj zaczynał przygotowania do Bożego Narodzenia. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie mały szczegół… u nich zaczynało się lato. Oglądanie świątecznych witryn sklepowych i mieszkańców przystrajających swoje domy lampkami, gdy temperatura powietrza sięgała ok. 30 stopni Celsiusza, było czymś naprawdę niesamowitym.

Auckland Mikolaj
Ciekawe czy gościowi nie było gorąco? Rafał umierał 😀

Samo wejście na wzgórze nie należy do trudnych i zajmuje ok. 20 minut. Oczywiście istnieje kilka sposobów, aby się tam dostać. My wybraliśmy drogę mniej uczęszczaną, która nie prowadziła asfaltem. No dobra, ale czym tak naprawdę jest Mount Eden? Wzgórze to o wysokości 196 m n.p.m. jest wygasłym wulkanem, na którego szczycie znajduje się krater o głębokości 50 m. Jest on nazywany przez Maorysów Te Ipu Kai a Mataaho, co można przetłumaczyć jako miska Mataahy, bóstwa rzeczy ukrytych pod ziemią. Miejsce to ma status tapu, czyli miejsca świętego i nie można tam wchodzić. Ze szczytu Mount Eden rozpościera się przepiękny widok na całe Auckland. Można tu usiąść, odpocząć i delektować się słońcem. Miejsce to jest dość popularne wśród turystów i rowerzystów, ale pomimo tego i tak każdy znajdzie tu kawałek swojej własnej przestrzeni.

Auckland- wejscie
Wejście na Mount Eden
Auckland miasto
Widok na miasto ze szczytu
Auckland - miasto
Kawałek odludzia na Mount Eden
Auckland widok
Widok na One Tree Hill z Mount Eden

Symonds Street, Queen Street i centrum Auckland

Schodząc z Mount Eden, postanowiliśmy udać się do centrum miasta. Trasę tą pokonaliśmy również na piechotę, nie oznacza to jednak, że nie można skorzystać z autobusu miejskiego. Podróżując po miastach, zawsze staramy się zobaczyć jak najwięcej „normalnego” życia mieszkańców i dlatego bardzo często pokonujemy trasy pieszo (czasami bywa że i trwa to od półtorej do dwóch godzin ;)).

Auckland Queen Street
Skrzyżowanie na Queen Street

Co możemy powiedzieć o centrum Auckland? Szczerze? Nie za dużo ;). Centrum jak centrum, nie wyróżnia się niczym w porównaniu do większości miast na świecie. Idąc w jego stronę, przemierzyliśmy ulicę Symonds Street, wzdłuż której rozciągają się cmentarze różnych wyznań. Zaczął się gwar i wrzask samochodów, trochę dla nas nieprzyjemny, skręciliśmy w Karangahape Road, i doszliśmy do Queen Street. Mamy tu zatłoczone i zakorkowane ulice, ludzi spieszących się za swoimi sprawami, multum barów i restauracji.. W centrum Auckland znajduje się również jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków miasta – Sky Tower. Najwyższa w NZ budowla o wysokości 328 m jest wieża radiową i telewizyjną, która wygląda jak gigantyczna strzykawka robiąca zastrzyk niebu :). Na szczycie znajduje się kawiarnia i restauracja. Można tu również wykonać trwający 11 sekund skok na bungee lub zrobić sobie spacer (jest się oczywiście przypiętym do linki) na szerokiej na 1,2 m aureoli Sky Tower, która jest bez poręczy.

Auckland Sky Tower
Sky Tower

Nabrzeże – Princess Whorf

Przeszliśmy centrum bardzo szybko i idąc do końca Queen Street dotarliśmy na wybrzeże. Będąc tutaj, można zauważyć, że jest to biznesowa część miasta – dookoła biurowce i knajpki. Niestety samo nadbrzeże pozostawało w remoncie, stąd jego znaczna cześć była niedostępna. Niedaleko dworca kolejowego Britomar znajdują się terminale, skąd można udać się promem m.in. na wyspę Rangitoto czy też Waiheke. My, niestety zrezygnowawszy z wyprawy promem i chcąc trochę poleniuchować i skorzystać ze słońca, udaliśmy się spacerem po nadbrzeżu. Co chwilę mijaliśmy przeróżne restauracje i małe porty gdzie cumowały żaglówki i statki.

Auckland Sky Tower
Widok z portu na Sky Tower
Auckland port
W porcie zacumowane były nie tylko statki 🙂
Wynyard Quarter
Wynyard Quarter
Auckland port
Pata zasnęła…. zgadnijcie co było potem? 🙂

Victoria Park i Albert Park

Uroczy wiktoriański Albert Park otacza wzgórze od wschodniej części miasta. Znajduje się niedaleko Uniwersytetu Aucklandzkiego, dlatego większą część odwiedzających stanowili studenci wylegujący się na trawce.

Park Alberta zachwycił nas również swoimi drzewami:

Auckland Albert Park
Nie tylko my cieszyliśmy się będąc w parku Alberta 🙂
Auckland wieza
Wieża zegarowa uniwersytetu w Auckland

Niedaleko znajduje się Victoria Park (nazwy nie są niczym zaskakującym, Nowa Zelandia przynależy do korony brytyjskiej ;)). Victoria Park nie jest jednak tak urokliwy, za to posiada ogromne połacie płaskiego terenu między ruchliwymi ulicami, na którym znajdują się boiska do krykieta.

Dove Meyer Robinson Park

Końcówkę naszego dnia spędziliśmy nad zatoką Hobsona, ale zanim tam dotarliśmy, trafiliśmy do kolejnego malutkiego, ale jakże pięknego parku. Na tym dość małym skrawku zieleni mogliśmy się przejść pomiędzy niesamowitymi drzewami, które swoimi kształtami wprowadzały nas pomału w tolkienowski świat, który mieliśmy dopiero zgłębiać przez kolejne 4 tygodnie.

Auckland Dove Meyer Robinson Park
Drzewo rosnące na boki

Z bólem serca wyszliśmy z parku i jak to my, poszliśmy przed siebie, bez planu, bo… zauważyliśmy coś. Była to, jak się później okazało, prześliczna St. Stephen’s Chapel. Góruje ona ponad zatoką Judges. Jest to malutki anglikański kościół zbudowany w 1857 r., a dookoła niego znajduje się stary cmentarz. Do tego zachód słońca i czuliśmy się jak w Wichrowych Wzgórzach ;). Co dodało uroku temu kościółkowi to otaczające go grządki kwitnącej lawendy.

Auckland St. Stephen's Chapel
Auckland St. Stephen's Chapel

I uwaga – portal do zupełnie innego świata. Ledwo przeszliśmy przez piękną vintage’ową furtkę, znaleźliśmy się po drugiej luksusowej stronie wzgórza, miło było popatrzeć na bogate domki jednorodzinne. Dwa z nich były także na sprzedaż – co ciekawe, nie było na ogłoszeniach wypisanych kwot kupna. Z tego co zdążyliśmy zauważyć i przeglądnąć w lokalnych gazetach, to osoba zainteresowana wychodzi z inicjatywą i określa wstępną stawkę, jaką jest w stanie zapłacić. Następnie przeprowadzana jest licytacja.

Hobson Bay

Dzień powoli dobiegał końca, a my myśląc o nadchodzącej przygodzie, kierowaliśmy się powoli do hostelu. Droga, którą wybraliśmy, prowadziła przy zatoce Hobsona. To tu właśnie weszliśmy na nasz pierwszy w Nowej Zelandii „walkway”, a tych pojawiło się potem naprawdę dużo. Idąc bagnistym wybrzeżem, podziwialiśmy niebo, które z wolna zmieniało kolor na purpurowy, i snuliśmy plany na dalsze wojaże.

Hobson Bay
Auckland Hobson Bay

Papu w Auckland

Nowa Zelandia posiada więcej importowanych produktów, a jej kuchnia stety, niestety stylizowana jest na modę brytyjską. Nie ma jednak tego złego i może poszczycić się paroma swoimi potrawami, niestety w Auckland, z bólem serca przyznajemy, nie mieliśmy okazji którejś spróbować. Nowozelandzkie produkty, jak napoje, przekąski, słodycze kupowaliśmy w sklepikach czy marketach Countdown czy Pak’n Save

Bardzo polecamy spróbować czekolad Whittakers (szeroka gama smaków i różnych mas czekoladowych), pianek Chocholate fish (dość słodkie różowe pianki marshmallow w formkie rybek oblanych mleczną czekoladą, ulubiony przysmak dzieci). 

Pyszny okazał się również popcorn Sweet As Popcorn (posiada super skład i jest o niebo lepszy od tych serwowanych w kinach ;)). 

Prawie na każdym kroku można było kupić kawę flat white, ukochaną przez większość nowozelandczyków jak i przez Rafała (jest to podwójna dawka kawy z mlekiem i delikatną warstwą pianki).

Polecamy również spróbować lodów hokey pokey o smaku wanilii i miodowych plastrów toffi (honeycomb toffee). Lody o tym smaku warto spróbować zwłaszcza w Giapo Ice Cream przy głównej ulicy Queen StreetAuckland.

Jeśli chodzi o knajpy to polecamy pizzerie Loco przy 407 Parnell Road, zjedliśmy tam jedna z najlepszych pizz, jakie kiedykolwiek jedliśmy, może jedynie te w Neapolu były odrobinę lepsze.

Do ciekawych barów z szybkim jedzeniem należy też siec Pita Pit. Jest to świetna alternatywa dla Subwaya. Serwują tam pity z przeróżnym nadzieniem. Najbardziej nam posmakowała wersja z awokado <3. Za jedną pitę płaci się ok. 14 NZD, cena ta jest trochę większa od największej kanapki w Subwayu, ale według nas opłaca się o wiele bardziej.

W Nowej Zelandii fani cydrów będą mieli raj. Na sklepowych półkach można znaleźć przeróżne rodzaje tego wybornego trunku, a prześliczne etykiety napełnią oczy pasją niejednemu fanowi cudnych grafik. I chyba nie musimy wspominać już tak o winach, które także polecamy spróbować.

To były nasze ostatnie dni z ciepłym prysznicem, normalnym łóżkiem przed długą wyprawą w nieznane bez wszelkich wygód. Marzymy, by to powtórzyć.

 

Może Cię również zainteresować

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments