fanal
Madera Europa

Madera (dzień 3) – Fanal, H20 Madeira, Calheta

on
24 lutego, 2021

Chodźcie z nami na najbardziej magiczne miejsce na wyspie, a potem na wyprawę w ocean w celu poszukiwania delfinów i spacer o zachodzie słońca po urokliwym miasteczku. Zapraszamy na wpis! 🙂

Nasze wpisy podzieliliśmy zgodnie z planem podróży :). Ze względu na to, że wyspa jest mała, każdego dnia spontanicznie planowaliśmy wyjazd, uzależniając go poniekąd od pogody i czasu (miejsce wypadowe mieliśmy jedno: w Estrela da Calheta, o czym dokładnie pisaliśmy tutaj).

Jest to 5 wpis z cyklu opowieści z wyprawy na Maderę.

Table Of Contents

Fanal

Wstęp

Tego dnia znaleźliśmy się w najpiękniejszym naszym zdaniem miejscu Madery. Wszystko zależy od tego, co kto preferuje, ale takie miejsca zdecydowanie dostarczają nam więcej niż najpiękniejsze widoki, a nawet śmiemy napisać, że w tym miejscu poza drzewami nie ma wielkiego wow. Ale jest… to coś. I w takich miejscach zwalnia czas, wtedy dzieje się magia. 

Fanal to miejsce zamieszkiwane przez naprawdę magiczne drzewa, których prastare powyginane konary pobudzały naszą wyobraźnię, przez co wydawało się, że przyjmują osobliwe miny. Czuliśmy, że jesteśmy obserwowani, jakby drzewa chciały nam coś przekazać, i mimo że sporo różniły się wyglądem od tolkienowskiego Lasu Entów, to emanowały tą samą, niesamowitą energią :). Nic więc dziwnego, że spędziliśmy tam cały poranek i południe. 

Droga

Czy macie jakieś swoje rytuały podczas podróży? Ja mam kilka, jednym z nich jest rejestrowanie panoram (krótkich filmików) poranków. Wszystkich, by potem móc zmontować sobie kompilację video i wspominać, w jakich okolicznościach świat budził się do życia. Najfajniej jak jeszcze jest możliwość wyjścia boso na zewnątrz. 

Po porannych rytuałach ruszyliśmy w drogę. Dzień zapowiadał się ładny, choć liczyliśmy na odrobinę chmur w miejscu, które przez większość roku jest deszczowe i mgliste ze względu na pasaty wiejące od północnego wschodu. W takich okolicznościach powstają te najfajniejsze zdjęcia – marzyła nam się naturalna sesja wśród surowo zielonego tolkienowskiego klimatu. Fanal, bo tak nazywa się to miejsce, znajduje się na płaskowyżu Paul da Serra (więcej o nim piszemy tutaj przy okazji pobytu na farmie wiatrowej Bica da Cana). Fanal to mała wulkaniczna kotlina ogłoszona przez Park Przyrody Madery jako Obszar Spoczynku i Ciszy. Nic dziwnego. 

Z domku kierowaliśmy się drogą ER222 (do dziś nie zapomnę tego podjazdu ulicą nachyloną o 32%). Gdy wyjechaliśmy za miasta, po obu stronach drogi pokazały się kolcolisty zachodnie ze swoimi pięknymi żółtymi kwiatami (ale uwaga, oprócz kwiatów mają naprawdę kolce, które boleśnie kłują), wrzośce drzewiaste, jałowce i wawrzyny. Gdy podjechaliśmy pod skrzyżowanie z drogą ER110 (w lewo jedzie się na np. Levadas das 25 Fontes, o której pisaliśmy tutaj), skręciliśmy w prawo, by jechać do kolejnego skrzyżowania z drogą ER209, skręcić w lewo i prosto na Fanal

Uwaga: na drodze znajdują się znaki “Uwaga na krowy” – warto tego znaku przestrzegać i nie jechać za szybko, ponieważ krówki rzeczywiście chadzają tam samopas i mogą nagle wyskoczyć zza krzaczka. 

Przed nami roztaczał się iście stepowy krajobraz, który w pewnym momencie kończył się, bo “wpadał” do oceanu, a ocean był bezkresny. Coś niesamowitego. W oddali widać było farmy wiatrowe, a wiatraki otulone były mgłą, co powodowało w nas poczucie grozy, czuliśmy się trochę jak w bliżej nieokreślonej przyszłości, w innym wymiarze (takie sci fi). Nie wiedzieliśmy, że kilka dni później wylądujemy na tej farmie z innymi podróżnikami na naszym najpiękniejszym zachodzie słońca. 

Magiczny zagajnik (Posto Florestal Fanal)

Droga wydawała się nie mieć końca, z obu stron wyciągały się ku nam wrzośce, jakby chciały nas zalać (złudzenie optyczne). Po jakimś czasie w ciszy i zahipnotyzowaniu zobaczyliśmy po prawej stronie tabliczkę z napisem FANAL. Zaparkowaliśmy samochód, zabraliśmy ubrania, aparat i rozejrzeliśmy się po okolicy. Przy parkingu są kontenery na śmieci (posegregowane), zabudowana kamienna wiata, gdzie można rozpalić ognisko, zrobić sobie grilla i usiąść, kawałek obok na placyku stały drewniane stoły i ławki, a za nimi jak magnes przyciągał nasz wzrok zagajnik (Posto Florestal Fanal). Coś niecoś było już widać, przepiękne powykręcane drzewa, wyglądające na prastare (bo tak stare istotnie są). Nie czekając dłużej, a wiedząc, że mogę tam napotkać także krówki, ruszyłam naprzód. 

Po chwili doszłam do ogrodzonego drzewa, które sprawiało wrażenie z jednej strony potężnej siły, z drugiej kruchości, jakby miało się rozsypać. Przepiękne wyrzeźbione przez najlepszego rzeźbiarza – naturę – korzenie wczepione w ziemię i wychodzące gdzieniegdzie i te gałęzie… powykręcane, splecione, porośnięte mchem, stare, majestatyczne. Zapach tego drzewa, jego bliskość i widok zapiera dech w piersiach. 

Kawałek dalej trafiłam na błotniste przejście do zagrody i serca tego miejsca – zagajnika. Wyglądało jak tajemniczy ogród. Pasące się rude, czarne krówki w niczym nie przeszkadzały, a wręcz dodawały temu miejscu uroku. Zwróciły na mnie na chwilę uwagę i powróciły do swoich codziennych czynności :). Ja zajęłam się oglądaniem każdego drzewa z osobna i czekając na Rafała, zaczytywałam się w historii tego miejsca. 

Ciekawostki, historie, legendy

  • Zjawisko jest nietypowe i niesamowite, ponieważ w gaju tym rosną drzewa Ocotea foetens (Til) (podgatunek drzew ocotea z gatunku wawrzynowatych – Laurissilva). Drzewa te rosną tylko na Maderze. Inne gatunki drzew wawrzynowatych można zaobserwować także np. w Peru, południowej Afryce, na Madagaskarze i Maskarenach.
  • Niektóre z tych drzew pamiętają czasy sprzed odkrycia Madery (w ogóle pewne drzewa w lasach Laurissilva sięgają wiekiem czasów trzeciorzędu).  
  • Ich liście są najczęściej zimozielone (drzewo jest wiecznie zielone), a niektóre drzewa mogą dorastać aż do 40 m wysokości (najczęściej dorastają do 30 m).
  • Wiedzieliście, że nazwa ta znaczy z łaciny – śmierdząca ocotea? 😉 W angielskim mówi się na nie także stinkwood. Dlaczego? – gatunek ten bogaty jest w olejki eteryczne, które świeżo ścięte nadają drewnu nieprzyjemny zapach.
  • Las Laurissilva sklasyfikowany został jako światowe dziedzictwo przyrody UNESCO w 1999 r. Ok 90% lasów uznaje się za pierwotne. Pokrywają 16% Madery. 
  • Ciekawostka: istnieje hipoteza, że prawdopodobnie wpływ na nazwę rzeki Amazonki miał olejek eteryczny (zawierający aldehyd cynamonowy) z jednego z gatunków ocotei. Spowodował u członków wyprawy Francisca de Orellana walczącego nad rzeką Rio Orellana (później Amazonką) z plemieniem Tapuya i innymi wizje kobiet, które podług zwyczaju plemienia stawały dop boju u boku mężczyzn. Pytanie, czy olejek ten mógł mieć aż takie właściwości wpływające na percepcję. Być może to prawda, że Orellan widział kobiety (jego opisy są rzetelne), a być może tylko pomylił kobiety z mężczyznami przebranymi w spódnice. Orellan wybrał nazwę Amazonka na cześć starożytnych Amazonek z Azji i Afryki opisywanych przez Herodota i Diodora w legendach starożytnej Grecji (źródła: internet).
  • Rośliny wawrzynowate posiadają zdrowotne właściwości, są źródłem wielu substancji czynnych
  • Legenda związana z El Hierro (jedną z Wysp Kanaryjskich) i drzewem ocotea zwanym Garoé: drzewo to było święte dla Bimbache, rdzennych mieszkańców El Hierro, stanowiło jeden z symboli tożsamości. Powiada się, że duże laurowe drzewo Garoé pozwalało Bimbache przetrwać także podczas najazdów wrogów. Liście były w stanie zebrać wystarczającą ilość wody z deszczów i mgieł, które w tamtych rejonach są dość częste. Drzewo znajdowało się w miejscowości San Andrés. W XVII w. drzewo zniszczył huragan. Jedno źródło podaje, że w 1949 r. został zastąpiony przez stojącą tam do dziś ocoteę, a drugie, że miało to miejsce w 1957 r. (źródła: internet). 

Mini sesja zdjęciowa

Przebrałam się na chwilę w vintage ciuchy i coś tam sobie porobiliśmy parę zdjęć. Jak widać, super mgła nam nie dopisała, ale było mimo to bardzo magicznie. To miejsce jest idealne dla survivalowych zdjęć, ale również dla ślubnych.

Spacer po Fanalu

Po wykonanej sesji zdecydowaliśmy się pobiec na wzgórze znajdujące się za zagajniczkiem. Swoją drogą tych zagajniczków znajduje się kilka w Fanalu. Gdy dobiegliśmy, ciesząc się jak dzieci, zajrzeliśmy za wzgórze, by zobaczyć co się tam znajduje – ziemia opada tam dość mocno w dół i widać ocean. Skręciliśmy na prawo, by dojść do budynku, który jest komistariatem policji leśnej. Obok niego odkryliśmy przepiękne schodki, drogę na punkt widokowy i wyjście na szlak Vereda do Fanal. Trasę tą warto sobie zaplanować na co najmniej 5-6 h (wliczając przystanki i czas na zdjęcia), ponieważ jest dość długa (ok. 11 km w obie strony). Myśmy przeszli się nią niestety tylko kawałek z powodu braku czasu. 

Zawróciliśmy jakiś czas potem, przeszliśmy ponownie obok komisariatu oraz przez zagajniczek i udaliśmy się na drugą stronę na Lagoa do Fanal – przepiękne małe jeziorko otoczone błotnistą ziemią, nad którym rozpościerają swoje gałęzie masywne drzewka ;). 

To było drugie miejsce na Maderze, do którego wróciliśmy ponownie z wielką chęcią (na Pico Ruivo weszliśmy też dwukrotnie). Za pierwszym razem było dość pochmurno, ale nie tak mgliście (na co skrycie liczyliśmy), za drugim razem doświadczyliśmy go w pełni słońca i czułam się trochę jak rozleniwiony Frodo wylegujący się pod drzewem na wzgórzu Hobbitonu. 

H20 Madeira – wyprawa w ocean

Po zjechaniu z Fanalu do portu w Calhecie udaliśmy się do ekipy H20 Madeira, z którą wypłynęliśmy w ocean na poszukiwanie delfinów. Nasza wyprawa morska miała odbyć się dwa dni później, lecz przełożyli nam ją ze względu na pogodę i wiatry, które miały nadejść. 

Nieopodal siedziby H2O Madeira wszamaliśmy w knajpce pyszne naturalne lody (pyszne były, a sorbety mimo że bez mleka, to zrobione są na bazie proszku z laktozy, by masa się trzymała). 

Od razu uprzedzamy – chcieliśmy obejrzeć życie delfinów w ich naturalnym środowisku, w zgodzie z etycznym podejściem i poszanowaniem dla środowiska. Przy okazji pomimo że delfiny pływały pod naszą łódką, nie dotykaliśmy ich, choć w H2O Madeira istnieje szansa na wykupienie możliwości popływania z nimi. Wszystko opisane jest na ich stronie.

Plusy

  • Zanim wyruszyliśmy w ocean, czekaliśmy na znak od zwiadowcy/huntera, który przekazywał informacje na temat aktualnej lokalizacji występowania delfinów i waleni. Dzięki temu prawie wszystkie wyprawy obserwacyjne kończą się sukcesem :). Nie zawsze jest możliwość obserwowania wszystkich gatunków, najtrudniej dostrzec walenie. 
  • Płynęliśmy z dwoma super chłopakami, którzy byli bardzo zaangażowani w wyprawę i opowiadali wiele wspaniałych ciekawostek, dorzucając do tego dawkę humoru. Naprawdę byliśmy pod wrażeniem. Na koniec wyprawy zdecydowali się dostarczyć nam nieco adrenaliny i przyspieszyli łódką tak, że łzawiły nam oczy. Niezapomniane przeżycie. Ponadto gdy zobaczyliśmy (tak, mieliśmy to szczęście! :D) ptaszorowatego (latającą rybę), chłopaki zaczęli ścigać się z nią łódką. Oj, jaka ta ryba była szybka. Nie udało nam się niestety zrobić jej zdjęcia. 
  • Cudowne uczucie, gdy widzi się szczęśliwe zwierzaki na wolności. Widzieliśmy grindwale, delfiny butelkonose, delfiny plamiste. Do dziś nie zapomnimy widoku delfina wyskakującego z wody! 
  • Rejs trwa 2 godziny! Malutka grupka 8 osób. 
  • Łódka jest typu sportowego (RIB „Cetos”) – idealna do obserwacji delfinów i wielorybów. Spełnia wszystkie normy bezpieczeństwa i dzięki niej można podpłynąć bardzo blisko zwierząt. 
  • Staliśmy na morzu około 15 minut w ciszy, nasłuchując odgłosów kaszalota, bo dostaliśmy znak, że gdzieś w tych rejonach głębin przebywa. Nie raczył nas jednak zaszczycić swoim obliczem ;). Ale fajne jest to, że ekipa próbuje, a jeśli coś się nie uda, to tak organizują wyprawę, by człowiek nie wrócił zawiedziony. Podczas wracania do portu przewodnik opisywał nam miejscowości widoczne na wybrzeżu, parę ciekawostek :). 

Oto zestawienie najczęściej zaobserwowanych mieszkańców oceanu.

Minusy

  • Brak :D. Nie wiem, czy to może być zaliczane jako minus (wydaje nam się, że sytuacja jest zrozumiała) – warto być elastycznym, ponieważ termin wyprawy może ulec zmianie ze względu na pogodę. Cena, naszym zdaniem, za taką wycieczkę (biorąc pod uwagę ich styl życia, wynagrodzenia w EURO, ceny produktów w sklepach) jest OK.

Ciekawostki

Nie chcemy zdradzać za wiele, ponieważ naprawdę warto samemu doświadczyć takiej przygody i usłyszeć wiele wspaniałych historii na temat życia tych cudnych istot. Ograniczymy się do tych najważniejszych 😉

  • Wiedzieliście, że gdy matka młodego potrzebuje oddalić się w poszukiwaniu pożywienia, to ono zostaje z babcią? 😀 Ogólnie delfinie matki są bardzo opiekuńcze. Potrafią sobie wzajemnie pomagać podczas porodu.
  • Samca delfina butelkonosego trudno odróżnić od samicy – samice głównie podróżują z młodymi. Samce potrafią być agresywne i odseparowywać się od grupy. Ponoć można próbować odróżniać po płetwie grzbietowej (jej zakrzywieniu i kolczastości).  
  • Przy odrobinie szczęścia można zobaczyć kaszalota – to największe zwierzę na świecie z zębami.
  • Każdy gatunek delfina otrzymuje przydomek nadany im przez załogę H20 Madeira, np. Risso szary określają Michael Jackson, dlatego że po urodzeniu mają szary kolor, a wraz z wiekiem zmienia się w biały. 
  • Kiedy delfin śpi (urządzają sobie drzemki, raczej nie zapadają w głęboki sen), pływa, ale grzbiet jego wystaje ponad taflę wody. Musi mieć otwór wydmuchowy na powierzchni, by nie utonąć. Oddychają powietrzem atmosferycznym. Wyłączają wtedy jedną stronę jego mózgu, aby móc zachować czujność i oddech.
  • Każdy delfin pomimo że posiada umiejętność echolokacji (uważa się, że nie zawsze to potrafiły), a butlonose posiadają swoje własne zawołania (coś jak imiona). Nie mają zmysłu węchu, za to dobrze rozwinięty zmysł dotyku. Porozumiewają się także w sposób niewerbalny. 
  • Delfiny mają zęby, ale nie używają ich do żucia (bardziej do polowania, są drapieżnikami). Mają dwa żołądki – jeden służy do trawienia, drugi jako schowek ;).
  • Są bardzo inteligentne (wykazują samoświadomość). Nie wszystkie gatunki są towarzyskie. 
  • Delfin to ssak :).
  • Praprzodkowie delfinów były istotami lądowymi. Są to zwierzęta stadne. 
  • Mogą nurkować na głębokość do 300 m!
  • Delfiny mogą migrować, mimo że nie są to zwierzęta wędrowne – powodem jest niewystarczająca ilość pożywienia. 
  • Coś o narkotykach: delfiny ponoć potrafią tak po prostu zjeść rozdymkę tygrysią (która ceniona jest w kuchni japońskiej, źle przyrządzona jest dla człowieka śmiertelna). Substancja, którą ta ryba zawiera, powoduje, że delfiny zawisają w wodzie lub kręcą się wokół własnej osi. 
  • W wiosce rybackiej Caniçal istnieje od 1989 r. Whale Museum. Przedstawia smutną historię polowań na wieloryby na morzach Madery, a także kultywuje projekty badawcze na temat waleni i życia morskiego w lokalnych morzach. 

Calheta i Estrela da Calheta

Po emocjonującej wyprawie poszliśmy jeszcze na zachód i krótki spacer po okolicy naszego domku. Gmina Calheta jest ponoć najdłuższa na wyspie. Prawdopodobnie pochodzenie nazwy wywodzi się z zatoczki, która służy jako port, do której wpłynął Zarco (odkrywca Madery). Calheta ma 8 parafii: Arco da Calheta, Calheta, Estreito da Calheta, Fajã da Ovelha, Jardim do Mar, Paul do Mar, Ponta do Pargo i Prazeres. 

W regionie dość popularne miejsce to ładnie wkomponowane w krajobraz Centrum Sztuki „Casa das Mudas” – organizowane są tam festiwale, występy, wystawy. 

My chodziliśmy sobie pod wieczór po Estrela da Calheta. Oglądaliśmy, jak mieszkają sobie lokalsi i jak sobie radzą. Wiedzieliście, że owoce bananowca oplatane są czymś w rodzaju plastikowej płachty, ponieważ przyspiesza to dojrzewanie i chroni przed owadami? Miasteczko było ciche i jedyne, co tę ciszę przerywało, to były śpiew ptaków, silniki samochodów oraz wesołe krzyki bawiących się na rowerach chłopaków. Fajnie było tak pouśmiechać się do obcych ludzi, po prostu :). 

Uliczki w tej dzielnicy są bardzo strome, nie lada wyczynem było wdrapać się pod kościół wybudowany w XV wieku – Nossa Senhora da Graça

Uliczki (te szerokie i wąskie) i roślinność zachwycały nas na każdym kroku. Niecodziennym widokiem były dla nas palemki na środku skweru. Gdy tak przechodziliśmy obok domów, zwracaliśmy uwagę na otoczenie i musimy przyznać, że wrażenie robiło na nas zachowanie czystości na ulicach, w podwórkach, murki nie były popisane, wszystko było ładne, aż miło było spacerować. 

Podsumowanie

Fanal

Na magiczny Fanal warto przeznaczyć cały dzień, jeśli ma się wystarczającą ilość czasu, można się tam kręcić bez końca. Warto zobaczyć to miejsce o różnych porach dnia i o różnej pogodzie (kiedy jest tam słonecznie, to również miejsce to przybiera inny wymiar). Szlaki tam nie są trudne, wręcz przeciwnie, idąc, można odpoczywać, taplać się we mgle, buszować w krzaczkach, cieszyć się ciszą i bezkresnym widokiem. Raz na jakiś czas zdarzy się pagórek. 

Obok Fanalu znajduje się również jedna z najstarszych lewad, którą można się przejść – Cedros Levada PR14 – i prowadzi aż do Ribeira da Janela. Została wykopana w zboczu i jest wyłożona kamieniem tylko w miejscach, gdzie gleba jest bardziej porowata. 

Warto pamiętać o szlaku Vereda do Fanal PR13, na który powinno się przeznaczyć do 5-6 h z przystankami oraz czasem na zdjęcia. Trasa ma długość ok. 11 km w obie strony. Szlak zaczyna się w pobliżu skrzyżowania dróg ER110ER209 i kończy przy komisariacie policji leśnej w Fanalu. Na trasie można zobaczyć pozostałości stalowych lin, które ciągną się w dół do parafii Chão da Ribeira w Seixal. Wyciąg ten był używany do znoszenia drewna i krzewów zebranych w Fanalu.

H20 Madeira 

Warto zarezerwować sobie termin wcześniej i być przygotowanym na to, że termin wyprawy może ulec zmianie ze względu na pogodę, która na Maderze zmienia się jak w kalejdoskopie. 

Chętnie porozumiewają przez WhatsAppa. 

Dla wrażliwych na szybkość (szybką jazdę) na świeżym powietrzu nie polecamy jeść obfitego posiłku przed wyprawą. Pamiętamy, jak jedna pani obok nas nie czuła się niestety za dobrze :(. Warto nastawić się na to, że pod koniec wyprawy chłopaki zechcą zaszaleć i porobić trochę slalomów po wodzie ;).

Fajnie, że jesteście i czytacie. Mamy nadzieję, że wpis Wam się spodobał, dostarczył wrażeń i pobudził wyobraźnię! Do zobaczenia w następnym wpisie 🙂

TAGS
RELATED POSTS
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Pa, Pa Miejsce!
Poland

Witajcie w małej pustelni włóczęgów! Miejscu pełnym pasji do świata, natury, odkrywania; krainie pełnej nastrojowych, magicznych, ale i śmiesznych, fotobajek podróżniczych z dzikich wypraw po świecie. Znajdują tu głos napotkani w podróży ludzie, zwierzaki-cudaki, nasze refleksje, czasem milczenie, muzyka świata i wiele więcej. Nasz dom, który jest wszędzie, ma otwarte drzwi dla każdego. Rozgośćcie się i zaczytujcie, zaczerpnijcie dawkę inspiracji i pozytywnej energii :). Pa pa, Miejsce Was wita! Fajnie, że tu jesteście. | „Czy to nie przyjemnie, że jest tak dużo rzeczy, które jeszcze poznamy? To właśnie sprawia, że ja się tak cieszę życiem… świat jest taki ciekawy… Nie byłby taki ani w połowie, gdybyśmy wszystko o nim wiedzieli, prawda?” – Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza

Znajdziesz nas na:
Visit Us On InstagramVisit Us On FacebookVisit Us On Youtube
Nasz instagram

Wpadajcie do nas, codzienna dawka ciekawostek, jeszcze więcej zdjęć ze świata i filmików na luzie :).

Nasz Facebook