Madera Europa

Madera (dzień 4) – Vereda do Pico Ruivo, Santana, Seixal

on
12 maja, 2021

Chodźcie z nami na najbardziej magiczne miejsce na wyspie, a potem na wyprawę w ocean w celu poszukiwania delfinów i spacer o zachodzie słońca po urokliwym miasteczku. Zapraszamy na wpis! 🙂

Nasze wpisy podzieliliśmy zgodnie z planem podróży :). Ze względu na to, że wyspa jest mała, każdego dnia spontanicznie planowaliśmy wyjazd, uzależniając go poniekąd od pogody i czasu (miejsce wypadowe mieliśmy jedno: w Estrela da Calheta, o czym dokładnie pisaliśmy tutaj).

Jest to 6 wpis z cyklu opowieści z wyprawy na Maderę.

PR1.2 Vereda do Pico Ruivo

I jak zwykle człowiek nagrał wideo poranku, stojąc boso na tarasie, patrząc w dal i myśląc, co przyniesie kolejny dzień. Zdecydowaliśmy się na dość aktywny poranek, ponieważ w planie było wejście na najwyższy szczyt Madery – nie ma w tym raczej niczego nadzwyczajnego, ponieważ szlak mieliśmy dość prosty (nie licząc jednej rzeczy, o której napiszę za chwilę), a parking samochodowy jest położony bardzo wysoko.

Początkowo planowaliśmy zdobyć szczyt od strony Pico do Areeiro i przejść się tym najtrudniejszym ponoć szlakiem łączącym oba szczyty (zrobiliśmy go parę dni później, gdy otwarto szlak), ale był zamknięty z powodu zalegającego śniegu i lodu. Nic dziwnego, ponieważ w takich warunkach wspinaczka jest bardzo niebezpieczna, a na Maderze w zasadzie nigdy tak nie pada śnieg. To było coś bardzo rzadko spotykanego, dlatego włączenie środków ostrożności było jak najbardziej zasadne. Ogólnie na Pico Ruivo udało nam się wejść 2 razy – raz w śniegu i lodzie, raz w słońcu.

Pico Ruivo_widok przy parkingu
Widoczek nieopodal parkingu

Dojechać na parking Achada do Teixeira nie było wcale tak łatwo. Droga, która była w remoncie, ale przejezdna, okazała się zygzakowata, dość wąska, ekspozycyjna i niekiedy o średnim nachyleniu. Sam parking jest duży i znajduje się na końcu tej drogi. Nie ma co się obawiać, że się go przegapiło, po prostu w pewnym momencie wyjeżdża się prosto na niego. Ciekawostka: czytaliśmy, że Achada do Teixeira jest jednym z najlepszych miejsc do obserwacji astronomicznych na poziomie krajowym, a płaskowyż Encumeada Alta jednym z najlepszych miejsc na półkuli północnej.

Z parkingu wystartowaliśmy szlakiem PR 1.2 Vereda do Pico Ruivo. Szlak biegnie wzdłuż grzbietu, który oddziela Faial i Santanę. Od razu przed nami pojawił się niezapomniany widok na ostrą grań masywu górskiego (fantastyczne szczyty w tym Pico das Torres). W oddali widać było prócz oceanu, Przylądek św. Wawrzyńca, słynne Pico do Arieiro. Zdaliśmy sobie sprawę, że grań łącząca oba szczyty (Arieiro i Ruivo) nie jest wcale taka delikatna i z oddali przypominała wyglądem nieco naszą tatrzańską Orlą Perć :). 

Pico Ruivo_trasa do schroniska
Pico Ruivo_trasa do schroniska2

Szlak był łagodny i w zasadzie upłynąłby nam miło, gdyby nie fakt, że większość trasy była oblodzona (to najgorszy okres w górach, ponieważ gdy nadeszły roztopy i za dnia było na plusie, tak w nocy spadała temperatura i wszystko przymarzało). Po bokach zdarzał się śnieg, a tak to trzeba było chwytać się palcami lodu, by mieć jakiś punkt zaczepienia i uniknąć upadku w razie poślizgnięcia (nie polecamy powielać naszego schematu działania tamtego dnia ;)). Robiliśmy to na własną odpowiedzialność i mimo doświadczenia mogło być różnie. 

Szlak ten prowadzi wzdłuż rosnących gatunków wrzosów, które były używane wiele lat temu do produkcji węgla drzewnego. 

Po drodze można spotkać kilka wiat, gdzie da się spocząć. Tuż przed schroniskiem, które nazywa się Restaurante do Pico Ruivo, znajduje się klimatyczny kamienny murek i kilka schodków. Im bliżej szczytu, tym adrenalina rosła. Spodziewaliśmy się tego, co zastaniemy na jego zboczach, że nie będzie łatwo, będzie ślisko i pojawiały się wątpliwości, czy na pewno idziemy. Spróbowaliśmy jednak. 

Restaurante do Pico Ruivo
Schronisko pod szczytem

Jedno miejsce było bardzo trudne do przejścia – Rafałowi zdarzyło się tam zaciąć na dłuższy moment. Wąska ścieżyna, cała w lodzie (jedyną formą zaczepienia się były dziury w lodzie, w które wkładało się palce u rąk). Ścieżyna szła prosto, ale z jednej strony był stromawy spad/żleb. Reszta szlaku przebiegała dość gładko, jak się dobrze pokombinowało. 

Spod schroniska w normalnych warunkach da się wejść na szczyt w 15-20 minut i tak też zrobiliśmy parę dni później, gdy po lodzie i śniegu nie było praktycznie śladu. W takich zimowych trudnych warunkach (bez raków) szło nam się zdecydowanie dłużej – ok. 40 minut. Przygoda była nie do opisania, cudowna, pełna walki o przetrwanie, choć jednak nie pochwalamy do końca tej decyzji (choć wyznajemy zasadę, że co nas nie zabije to nas wzmocni, jednak czujemy jednocześnie i ogromną satysfakcję z sukcesu zdobycia szczytu w takich warunkach ;)). 

Pico Ruivo widok na wiatraki
Widok spod samego szczytu na farmę wiatrową na Bica da Cana

Na szczycie jest jeden rozległy taras widokowy, ogrodzony dla bezpieczeństwa. Ciut poniżej jest drugi taras, zdecydowanie mniejszy, ale roztacza się z niego równie widowiskowy krajobraz. Jakież było moje szczęście, gdy samotnie wspięłam się na szczyt, widząc tylko jedną parę. Zaczekałam na Rafała, ciesząc się spokojem, wolnością w sercu, widokiem. 

Wybaczcie mi tę chwilę słabości na wynurzenia ;). Trudno opisać, co czuje człowiek w obliczu takiego zagrożenia. Jest to specyficzny rodzaj miłości do gór, który skutkuje wieloma decyzjami pod wpływem emocji, jakichś takich nieuchwytnych. Góry to stan umysłu i w zasadzie nikt chyba nie powinien kłócić się z jakimkolwiek górołazem, bo on sam wie, kiedy góry go wzywają (nie traktujemy wspinaczki jako szpanu, jest to nasza forma bycia, forma poszukiwań, medytacji, sposobu życia). Zawsze marzymy o wyprawach na surowo, bez wspomagaczy, tak, jak się to robiło kiedyś. Góry nauczyły nas pokory (góry często nie wybaczają błędów), zatrzymywania się, patrzenia w niebo i chłonięcia każdej chwili, “tu i teraz”, nie poddawania się. Jestem zdania, że jeśli ktoś chce wejść nawet i boso (bo czemu nie, to też spoko, nie dajmy się zwariować ;), to jego sprawa, byleby nie zagrażał życiu innych, nie wpływał negatywnie na czyjeś decyzje, inspiracje. Każdy ma prawo do swoich decyzji, wyborów, nie muszą się za tym kryć chęci szpanu czy fejmu w internecie.

Pico Ruivo to najwyższy szczyt Madery (1862 m n.p.m.). Można spod niego iść na Pico do Areeiro, Encumenadę, mniej oficjalnymi szlakami do np. Caldeirão do Inferno (PR9 Levada do Caldeirão Verde) lub Curral das Freiras. Jak zawsze polecamy aplikację mapy.cz, o której więcej pisaliśmy tutaj

Uwielbiam te gęste chmury, a wtedy wyjątkowo nam dopisały, tworząc magiczną scenerię. Istny raj dla zdjęć, łapania wspomnień. 

Po nacieszeniu się chwilą zeszliśmy ze szczytu i zdziwiliśmy się, czemu za nami weszło może jeszcze z 6 osób, a reszta zawracała pod schroniskiem. Jak się potem okazało, pod schroniskiem stali panowie z GNR (odpowiednik naszej straży leśnej) i zawracali ludzi, którzy próbowali wchodzić na szczyt. Nam udało się tylko dlatego, że byliśmy tam przed 9 rano. Panowie nie zwrócili nam uwagi, na stronie internetowej było napisane, że szlak jest otwarty.

Kiedy wracając, stwierdziliśmy, że potrzebujemy zatrzymać się na popas (a było to nieopodal parkingu), panowie zauważyli nas, siedzących w krzaczkach, i powiedzieli, że właśnie zamykają szlak i proszą o powrót na parking. W zasadzie dziwiliśmy się, czemu nie zwrócili nam uwagi pod schroniskiem. Zawracali wszystkich, mimo to parę osób (w tym rodzice z dzieckiem małym) poszło w kierunku schroniska. Panowie postali chwilę na parkingu i pojechali sobie, w zasadzie niewielu ludzi zrobiło sobie coś z tego tytułu, idąc w zaparte (?!). 

Pico Ruivo_widok ze szczytu

Przebraliśmy się, wsiedliśmy do samochodu i zjechaliśmy w dół, mijając po drodze pracujących przy drodze ludzi oraz poruszające się leniwie koparki i jelcze. Stąd blisko bardzo do parku w Queimadas, ale pojechaliśmy tam dzień później. 

Santana

Poprzez zamiłowanie do malowniczych miasteczek lub wioseczek musieliśmy odwiedzić to miejsce. Początkowo mieliśmy wynajmować mieszkanko tutaj. Miło byłoby poczuć się jak tradycyjny Maderczyk. 


Z czego słynie to miasteczko? Ano z tradycyjnych maderskich domków Casas de Colmo (domy kryte strzechą) w kształcie trójkąta. Santana ma ok. 9 tys. mieszkańców, prawa miejskie otrzymało w 2000 r.

Jeden z domków w Santanie

Historia domków

Dawniej na północnym wybrzeżu w takich domkach mieszkały całe rodziny. W całym miasteczku po dzień dzisiejszy można spotkać jeszcze kilka oryginalnych domeczków. Nie wszystkie już niestety wyglądają tak jak te w samym centrum ale fajnie, że jeszcze są te oryginalne zamieszkiwane przez tubylców które można zobaczyć i na chwilę przenieść się, w bardzo odległe dla nas czasy. Prawdopodobnie domy te zostały wzniesione w XV w. przez pierwszych osadników. I to właśnie dlatego jest to symbol Madery, a zarazem jedna z ważniejszych atrakcji wyspy.

Chatki posiadają dwie kondygnacje. Na parterze znajdowała się kuchnia i mała izba mieszkalna, a na poddaszu strych. Drzwi i okna ozdobione są niebieskimi pasami – charakterystycznymi dla portugalskiej architektury.

Pomimo tego, że pokrycie jest wykonane ze słomy, ostry kąt nachylenia zmusza deszcz do odpływu, zapobiegając jego wsiąkaniu, zapewniając nieprzepuszczalność. Domy posiadają strych, na którym przechowywano produkty rolne (np. nasiona), mieloną mąkę, część mieszkalną, która została podzielona na dwie części ścianką działową. W zależności od nachylenia terenu, na którym zostały zbudowane, niektóre domy mają również podpiwniczenie.

Seixalo domek przy knajpie

Wejście na strych można było wykonać z wnętrza domu, przez klapę lub z zewnątrz za pomocą drabiny. Kuchnia utrzymana była w innej konstrukcji, także ze słomianym dachem, gdzie oprócz gotowania kobiety wykonywały również inne zadania, takie jak haftowanie, szycie, przędzenie i inne zadania związane z gospodarstwem domowym i rolnictwem.

Były domki różne: kwiaciarnia (Casa das Flores), winiarnia (Docaria traditional), suveniry (Artesanato – rzemiosło), poczta (Post be turismo), można było popróbować lokalnych produktów. Był nawet mały domek na słupku, który służył za biblioteczkę zamykaną na kluczyk. 

Seixal

Miejsce to, nie będziemy oszukiwać, chcieliśmy odwiedzić z ciekawości, by zobaczyć, czy ta czarna plaża jest tak fenomenalna, i zrobić kilka zdjęć jej i okolicy. Jeśli chodzi o nasze zdanie, plaża nas nie oczarowała.

Samo miasteczko jest naprawde urokliwe. Znajduje się pomiędzy Porto Moniz i São Vicente. Będąc na miejscu, można podziwiać klify oraz wodospady. W Seixal produkowane jest również bardzo dobre wino, które pochodzi z winorośli rosnących na klifach. 

Wracając do samej plaży, ma ona kolor czarny dzięki wulkanicznemu piaskowi i jest chyba najbardziej fotografowaną plażą na całej wyspie. Jadąc tam, mieliśmy gdzieś w głowach wyobrażenie na temat czarnych plaż (po wizycie w Nowej Zelandii np., gdzie takich plaż było trochę i bywały trudniej dostępne, dziksze). Na miejscu, ach no trudno, spotkało nas małe rozczarowanie i nie dlatego, że nie doceniliśmy czegoś małego, oczekując czegoś wow (bo i malutkie plaże, malutkie rzeczy doceniamy najszczerzej). Nie o to chodzi – wydawało nam się, że plaża ta jest… no tak słabo zadbana. Ktoś też palił śmieci pod betonowym molem odgradzającym zatoczkę od oceanu itd., no sami rozumiecie ;). Polecamy mimo to samemu sprawdzić i się przekonać, czy to miejsce jest ok :). Jednak plaża, mimo że czegoś nam w niej brakowało, jest naprawdę urokliwa i na pewno spodoba się temu, komu ma się spodobać :).

Z samej plaży rozpościera się bardzo ładny widok na maderskie klify. Plaża pomimo przyjemnego piasku jest też dość kamienista (jak się wchodzi do wody, to warto uważać na kamienie, które mogą nieźle pokaleczyć stopy – przetestowane ;)). Co jest ciekawe, to ocean w tym miejscu jest często niespokojny, wzbudzają się niezłe fale i dlatego jest to rejon bardzo lubiany przez surferów.

Po wykonaniu kilku zdjęć stwierdziliśmy, że odpoczniemy tu do zachodu słońca, dzięki czemu udało nam się zobaczyć pieska (wyglądającego jak Ponurak z HP :D) skaczącego do wody za patykiem, który rzucał mu pan.

Seixal_zachód słonca
Zachód słońca widziany z plaży Seixal

Podsumowanie

Pico Ruivo szlak od strony Parkingu PR1.2 Achada do Teixeira: cudowny łatwy spacer „tam i z powrotem” (2,8 km długości w jedną stronę), po kamienistej drodze, większe wzniesienie do pokonania zaczyna się od schroniska. Brak toalet po drodze (tylko w schronisku). Buty trekkingowe i wygodny plecak bardzo polecamy mieć. Cała trasa w normalnych warunkach letnich zajmuje ok. 1,5-2h. 

Santana: urokliwe miasteczko z historią, tradycją, które zachwyciło nas swym obliczem jeszcze jak byliśmy w samochodzie i szukaliśmy miejsca parkingowego, spoko cenowo knajpki. Bardzo polecamy przejść się wśród tych domków. 

Seixal: czarna plaża, która niestety nas nie porwała, bardziej przypominała nam czarną piaskownicę odgrodzoną zaporą od oceanu. Dużym atutem jest widok na klify i wodospady, które pięknie suną po nich, a także wysokie i częste fale przy brzegu. Nic dziwnego, że surferzy wybierają to miejsce do ćwiczeń :). 

Fajnie, że jesteście i czytacie. Mamy nadzieję, że wpis Wam się spodobał, dostarczył wrażeń i pobudził wyobraźnię! Do zobaczenia w następnym wpisie 🙂

TAGS
RELATED POSTS
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Pa, Pa Miejsce!
Poland

Witajcie w małej pustelni włóczęgów! Miejscu pełnym pasji do świata, natury, odkrywania; krainie pełnej nastrojowych, magicznych, ale i śmiesznych, fotobajek podróżniczych z dzikich wypraw po świecie. Znajdują tu głos napotkani w podróży ludzie, zwierzaki-cudaki, nasze refleksje, czasem milczenie, muzyka świata i wiele więcej. Nasz dom, który jest wszędzie, ma otwarte drzwi dla każdego. Rozgośćcie się i zaczytujcie, zaczerpnijcie dawkę inspiracji i pozytywnej energii :). Pa pa, Miejsce Was wita! Fajnie, że tu jesteście. | „Czy to nie przyjemnie, że jest tak dużo rzeczy, które jeszcze poznamy? To właśnie sprawia, że ja się tak cieszę życiem… świat jest taki ciekawy… Nie byłby taki ani w połowie, gdybyśmy wszystko o nim wiedzieli, prawda?” – Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza

Znajdziesz nas na:
Visit Us On InstagramVisit Us On FacebookVisit Us On Youtube
Nasz instagram

Wpadajcie do nas, codzienna dawka ciekawostek, jeszcze więcej zdjęć ze świata i filmików na luzie :).

Nasz Facebook