levada
Europa Madera

Madera – Levada: 25 Fontes, Risco, Alecrim + Vereda da Lagoa do Vento (dzień 2)

on
15 lutego, 2021

Lewady są naszym zdaniem połączeniem tradycji z nowoczesnością. Dlaczego? Dowiecie się, czytając dalej :). Zapraszamy na wpis.

Nasze wpisy podzieliliśmy zgodnie z planem podróży :). Cały plan ze spisem miejsc dostępny jest tutaj. Ze względu na to, że wyspa jest mała, każdego dnia spontanicznie planowaliśmy wyjazd, uzależniając go poniekąd od pogody i czasu (miejsce wypadowe mieliśmy jedno: w Estrela da Calheta, o czym dokładnie pisaliśmy tutaj).

Spis treści

Jaką trasę zrobiliśmy?

Levada das 25 Fontes (PR 6) – Levada do Risco (PR 6.1) – Vereda da Lagoa do Vento (PR 6.3) – Levada do Alecrim (PR 6.2)


Jest to 4 wpis z cyklu opowieści z wyprawy na Maderę.


Dojazd na parking

Świat budził się do życia w dość pochmurny dzień. To był dobry znak, że nadszedł czas na wodniste miejsce – lewady. I to te popularne (o zgrozo!), bo byliśmy zaintrygowani, czym one tak zachwycają. Okazało się też, że przy takiej pogodzie nie było takich tłumów (może przy końcu 25 Fontes znalazła się grupka młodych ludzi i dwie rodziny). 

Po szybkim ogarnięciu się, spakowaniu jedzenia i najpotrzebniejszych rzeczy (chyba najważniejsza była wówczas płachta przeciwdeszczowa chroniąca nas przed ostateczną fazą przemoczenia podczas marszu pod wodospad), zabraliśmy się do samochodu, który standardowo zaparkowaliśmy w wąskiej uliczce między domami. Mijaliśmy po drodze kotki, króliki nowozelandzkie, które zawsze patrzyły na nas tym samym ciekawskim spojrzeniem :). Ruszyliśmy.

Początkowo chcieliśmy zaparkować w innym miejscu (Estrada dr. Roberto Monteiro), by przejść się tunelem do Rabacal prowadzący na Levada das 25 Fontes (alternatywna trasa do tej popularnej zaczynającej się od parkingu przy drodze ER110). Okazało się, że na ten parking nie wjedziemy, bo droga była zamknięta z powodu remontu, a gdybyśmy zaparkowali na dole, to czekałby nas trekking koło 4-kilometrowy ostro pod górę, co nie byłoby dla nas niczym strasznym, gdyby nie czas, który woleliśmy przeznaczyć na nacieszenie się lewadami. A idąc pod górę, by dojść do tunelu (nie wiedzieliśmy też, czy nawet pieszo można było iść tamtą remontowaną drogą) musielibyśmy liczyć się z czasem ok. 2,5- godziny.

Zdecydowaliśmy się dojechać na wspomniany parking, który jest najbliżej interesujących nas lewad (do tunelu ostatecznie się nie cofnęliśmy, ponieważ ograniczała nas godzina policyjna, a trochę długo żeśmy buszowali w tych lasach).

Gdy zbliżaliśmy się, jadąc szeroką asfaltową drogą, do parkingu, otworzył się przed nami wspaniały krajobraz płaskowyżu. Nasze oczy karmiły się ogromnymi połaciami zieleni, było to coś wspaniałego, aż tu nagle na horyzoncie zauważyliśmy idące środkiem ulicy krowy :). Jako że było to dla nas niecodzienne zjawisko, zwolniliśmy i przejechaliśmy obok nich w żółwim tempie z otwartymi oknami. Jeśli chodzi o krówki, nie powinno się ich zaczepiać, czy próbować głaskać, ponieważ nie są tak oswojone i mogą w przypływie stresu i obronie próbować wierzgać kopytami lub po prostu odstraszać rogami.

Jedna panna zdecydowała się dumnie zejść po schodkach :D.

Nie mogąc sobie pozwolić na zbyt długie zachwycanie się krówkami, podbiegliśmy do tablicy informacyjnej, która wyglądała tak samo, jak ta poniżej (pobrana ze strony visitmadeira).

Ważna uwaga: większość popularnych tras jest oznaczona odpowiednimi numerami.

Te lewady, które my tego dnia zrobiliśmy, są numerowane. Innych nienumerowanych szlaków szukaliśmy w aplikacjach jak mapy.cz lub walk me (apka głównie do pokazywania szlaków o lewadach). Więcej o tym pisaliśmy tutaj.

Start – dojście do domu w Rabacal

Skierowaliśmy się do drogi asfaltowej, która prowadziła zboczem góry łagodnie w dół, zataczając koło. Po drodze zachwycaliśmy się otwierającym się przed nami lasem, szumem małych siklaw ożywiających swoimi dźwiękami całą scenerię. Z drogi tej widać świetnie rozległe pokryte soczystą zielenią pasma górskie. Pachniało wilgocią zmieszaną ze słodkością. Przyjemny zimny, ale delikatny wiatr zapowiadał nadejście deszczu i mgły. 

Po jakimś czasie doszliśmy do rozwidlenia dróg, z których jedna (wąskimi schodkami) prowadziła w dół do domu, który kiedyś służył leśnikom za schronienie, a dziś jest restauracją (Rabacal Nature Spot Cafe) dla odwiedzających to miejsce, a druga prowadziła na drogę Vereda da Lagoa do Vento (uznawaną za jedną z piękniejszych na wyspie). Zdecydowaliśmy się najpierw zejść do domku, ale kontynuowaliśmy drogę wciąż asfaltem, ponieważ intrygowało nas, co tam znajdziemy. Okazało się, że droga zakręcała i również doprowadziła nas do domku (tamte schodki były skrótem).

Levada do Risco

Z domku skierowaliśmy się prosto do kolejnego rozwidlenia dróg – jedna prowadziła do wodospadu Risco na 1000 m (była króciutka), a druga w dół już na Levadę das 25 Fontes. Zdecydowaliśmy, że najpierw pójdziemy pod wodospad Risco. 

Gdy doszliśmy do wodospadu (taras widokowy) nie mogliśmy wyjść z podziwu. Trasa była prosta, krótka, droga płaska. Widzieliśmy w wyższej partii wodospadu na półkach skalnych ludzi i zastanawialiśmy się, jak tam weszli. Okazało się, że później też tam stanęliśmy, gdy przeszliśmy drogą Vereda da Lagoa do Vento

Pod wodospad prowadził tunel, który był niestety zamknięty dla wędrowników. Możliwe, że jest on dostępny tylko dla miejscowych leśników. Gdy zamknęłam oczy, ciesząc zmysły szumem wodospadu, ciesząc się muzyką otoczenia, moje uszy wysłyszały ptasi śpiew.

Zleciała się do nas cała banda małych zięb –  Tentilhão (słusznie Rafał pamiętał, że identyczne spotkaliśmy w Nowej Zelandii, ponieważ zostały tam introdukowane). Wodospad wodospadem, ale ptaki zgarnęły całą naszą uwagę (podchodziły blisko, leciały za nami, zaglądały do plecaka, podchodziły do aparatu, małe ciekawskie stworzenia). Wiem, że niestety liczyły na pokarm, zdecydowaliśmy jednak nie dawać im nic prócz kawałka jabłka, by nie rozleniwiły się i nie utraciły zdolności samodzielnego poszukiwania jedzenia, poza tym nie mieliśmy niczego innego sensownego i zdrowego dla nich. Poniżej przedstawiamy efekty ich sesji :). Skradły nasze serca przeokropnie.

Ciekawostki o lewadach

W międzyczasie zaczynały pojawiać się pierwsze lewady. Zaczęliśmy czytać o lewadach, ich historii, która nas zafascynowała. Dla zainteresowanych ciekawostki wrzucam tutaj:

  • lewady od portugalskiego czasownika „levar” – nosić stanowią sieć kanałów irygacyjnych (nawadniających) na wyspie. Powstały na przełomie XV/XVI w. Nawadniają wyspę przez cały rok, a woda płynie strumieniem niesiona grawitacją ze względu na to, że kanały posiadają niewielkie nachylenie, które może nam się wydawać niewidoczne, 
  • służyły rozprowadzaniu chłodnej deszczówki z północy wyspy na suchsze południowe tereny, ale również do tych trudniej dostępnych, w celu nawodnienia ich (były to głównie uprawy trzciny cukrowej oraz bananowców), 
  • lewady wybudowane na wysokości 1000 m lub powyżej z reguły dostarczają wodę do hydroelektrowni, 
  • początkowo były to lewady drewniane, ale by uzyskać trwałość przodkowie przebudowywali je na kamienne,
  • służyły także kobietom do prania odzieży, ponieważ nie we wszystkich domach woda była dostępna,
  • przez pierwsze 400 lat lewady należały do prywatnych właścicieli źródeł lub gruntów do nawadniania lub rolników posiadających udział w wodach lewady i płacących za utrzymanie drogi wodnej, dopiero w XIX w. w związku z kryzysem w produkcji wina, kanały te zaczęły być budowane z pomocą państwa, co doprowadziło do powstania tzw. „lewad państwowych”,
  • obecnie istnieje ok. 200 lewad, a całkowita długość wynosi ok. 3000 km,
  • wzdłuż lewad prowadzą ścieżki, które wcześniej służyły przodkom na kontrolowanie drożności lewad, a dziś wiele z nich przeistoczyło się w fantastyczne szlaki turystyczne (niejednokrotnie nad przepaścią, tunelami lub pod wodospadami), które pozwalają na kontakt z najdzikszą naturą wyspy oraz podglądaniem np. prac rolników na tarasach uprawnych położonych w naprawdę ekspozycyjnych miejscach, o czym pisaliśmy np. tutaj.

Lewady, wzdłuż których chodziliśmy wtedy, zbierają wodę z dopływów rzeki Ribeira Grande, następnie wpływają do tamy hydroelektrycznej Calheta i kontynuują nawadnianie gruntów rolnych. 

Źródło, z którego korzystaliśmy.

Levada das 25 Fontes 

Levada das 25 Fontes (nazywana także Levada Nova do Rabaçal) zaczęła być budowana w 1835 r., a pierwsze wody spłynęły nią w 1855. 

Szlak zaczął się dość niewinnie, bo zejściem po stopniach, lecz potem uznaliśmy, że jest to szlak, który może zaliczać się do tych bardziej wymagających, bo jest z góry pod górę i tak w kółko :). Dostarcza jednak ogromnej satysfakcji. 

Pierwsza część trasy prowadziła prawie cały czas w dół, w paru momentach szła po płaskim terenie, gdzie lewady były zdecydowanie szersze. Minęliśmy raz grubą piękną gałąź opadającą tuż nad kanałem. Można było się przytulić ;). Po jakimś czasie zeszliśmy na sam dół do rzeki i przeszliśmy przez most. 

Za nim droga wzbijała się ku górze, by potem znów się wypłaszczyć. W paru momentach ścieżki zwężały się na tyle, że tylko jedna osoba była w stanie się zmieścić, więc trzeba było sobie radzić :). Największe wrażenie robiły na nas te miejsca, gdzie drzewa kłaniały się nad drogą, tworząc niesamowity splątany dach. Czułam się jak w tolkienowskim świecie. 

Doszliśmy do momentu, w którym droga rozgałęziała się. Można było pójść dalej na wprost wzdłuż lewady, co zrobiliśmy z ciekawości, by sprawdzić, jak daleko ona jeszcze idzie (łączy się później z Levada Rocha Vermelha). Ale w pewnym momencie zawróciliśmy do miejsca rozstaju dróg i poszliśmy schodkami do góry, właśnie w kierunku wodospadu i Lagoa 25 Fontes. Na górze można zatrzymać się, ponieważ wybudowany tam został taras widokowy. 

Gdy weszliśmy do lasu splątanych drzew bez liści oraz jałowej ziemi pod stopami, doznałam obłędnego zachwytu tą surowością natury. Ponoć na tej wysokości dominują gatunki wrzośćca drzewiastego. Nie wiedziałam, że za chwilę wydarzy się coś niezwykłego. Idąc kawałek dalej pojawiły się schody, tym razem w dół. Na zboczach znów królowała zieleń utrzymująca ciężkie krople wody. Wilgoć nawadniała nasze płuca. 

Schodząc, prócz sumu wody, usłyszeliśmy szelest i naszym oczom ukazał się… szczurek. Mały piękny szczurek! 😀 Od razu powstała seria zdjęć, filmów, wzruszeniom nie było końca. Nasz szczurek Pimpurek wreszcie spotkał na szlaku swego pobratymca :). Szczurek o dziwo kompletnie się nie spłoszył, wręcz przeciwnie, przyglądał nam się, wyglądał na bardzo zadbanego, obserwował, co robimy. 

Po długim rozstawaniu się z nim zeszliśmy na sam dół i nie musieliśmy iść za długo, by dotrzeć do błękitnej laguny Lagoa 25 Fontes (Jezioro 25 źródeł). Rafał wpadł w wir zdjęć, ja z kolei ze szczęścia dałam nura pod pobliskie ścianki, po których spływały wodne nitki. Gdy woda spadała mi na głowę, poczułam wolność, taką prawdziwą i magiczną zarazem. To miejsce tchnie czymś niezwykłym. 

Słynie z tego, że wody tam (25 źródeł) spływają z płaskowyżu Paul da Serra. Istnieje pewna legenda, która mówi, że kto tutaj zanurkuje, już nigdy nie wypłynie na powierzchnię. 

Po nacieszeniu się tym miejscem wszystkimi zmysłami, zawróciliśmy, by znaleźć się na rozstaju dróg, który mijaliśmy na początku, ponieważ zależało nam na zrobieniu Nie wiedzieliśmy jeszcze, że ta droga zaprowadzi nas na górę wodospadu Risco.

Vereda da Lagoa do Vento

Sami już nie wiemy, który z tych szlaków zachwycił nas najbardziej, ale cieszymy się, że mogliśmy przejść się wszystkimi tymi szlakami w tym samym dniu. Trasa ta zaczęła się krótkim wejściem po schodkach. Patrząc pod nogi, widziałam drogę wyściełaną splątanymi korzeniami drzew, patrząc przed siebie i w górę, widziałam natomiast soczystą zieleń, wrzośćce drzewiaste i korony drzew, które wyglądały jakby chciały nas opleść. Miejsce to było niby z tą samą roślinnością, a jednak zupełnie inne od tych spotkanych na trasie Levada 25 Fontes. 

Szlak jest mniej wymagający niż 25 Fontes, choć końcówka może niejednych zaskoczyć. W większości prowadzi po płaskim terenie zakrytym przez drzewa i zboczem góry. 

Co rusz po drodze mijaliśmy finezyjne konary drzew, które swoim wyglądem bardzo pobudzały naszą wyobraźnię. Klimat sprzyjał zabawom w wymyślanie fantastycznych historii. Na szlaku spotkaliśmy wyłącznie dwie osoby. Było już między godziną 15 a 16. 

Po jakimś czasie (1,6 km) doszliśmy do rozwidlenia dróg, z czego w lewo ścieżka prowadziła do wodospadu, a w prawo na Levadę do Alecrim. Zdecydowaliśmy iść w lewo, a potem wrócić i zakończyć wyprawę ostatnią na ten dzień lewadą. 

Ostatni odcinek trasy był trudny ze względu na dość wysokie i strome stopnie, które mogą dać w kość kolanom osobom borykającym się z takimi problemami. Mimo to, słysząc szum wody, ale nie mogąc dojrzeć wodospadu (po drodze mijaliśmy mniejszy), zdecydowaliśmy się szybko zbiec, by upewnić się co do naszych przypuszczeń. I nie myliliśmy się, doszliśmy do tej półki skalnej oraz wodospadu, który jest wynikiem spływającej z klifu wody z Ribeira do Lajeado, a następnie płynie ona prosto do wodospadu Risco

Tutaj adrenalina podskoczyła na tyle, że minęłam ze dwie osoby siedzące na kamyczku, by im nie przeszkadzać, a sama udałam się na samotne chwilowe posiedzenie na większym kamieniu. Obserwowałam dziewczynkę, która minęła mnie i poszła ścieżką kawałek dalej przy kamiennej ścianie porośniętej mchem, by przyjrzeć się wodospadowi z bliska. Mgła po jakimś czasie zaczęła opadać gęsto, otulając skalny kocioł.

Gdy zawróciła do rodziców, a miejsce opustoszało, pomyślałam, że zrobię to: założę kapok przeciwdeszczowy i ruszę za strumień wody. Przecież tam można dojść! Tak, to był plan. I zrobiłam to! Położyłam plecak już byle gdzie, nic nie miało znaczenia. Czym prędzej poleciałam z wyciągniętymi rękami za wodospad. Gdy stałam za potężnym strumieniem wody rozdzierającym spokojną taflę turkusowej wody, a woda leciała mi w twarz, poczułam prawdziwy zew przygody, zderzenie małego człowieka z potęgą żywiołu, gdzie mimo tego, że marne szanse miałam na wygraną, to czułam zjednoczenie, a nie walkę. Nazywam to wyzwoleniem, które potęgowało się, gdy przetłumaczyłam sobie Lagoa do Vento na język polski (Staw wiatru). 

A potem namówiłam Rafała na zrobienie tego samego :D. 

Czas nas jednak gonił, przed nami była jeszcze jedna lewada, a godzina policyjna zbliżała się nieubłaganie. Zdecydowaliśmy więc czym prędzej wracać, zahaczając po drodze o ścieżynę, która odbijała w bok od głównej i prowadziła na półkę skalną, na której wcześniej widzieliśmy z dołu ludzi. Wspięliśmy się z powrotem na schody i wróciliśmy do rozstaju dróg.

Levada do Alecrim 

Weszliśmy na ścieżkę, która wyprowadziła nas na Levada do Alecrim. Lewada ma długość około 6,8 km w obie strony. Myśmy przeszli tylko jej część (2/3), ponieważ ze względu na czas nie cofaliśmy się już do jej źródła Ribeira do Lajeado (Lajeado Creek). Ponoć na szlaku im bliżej źródła można spotkać ostropest plamisty. Przez to źródło i małą lagunę przebiega Ribeira Grande, która zasila wodospad Lagoa do Vento :). 

Ta lewada była najspokojniejszą z lewad, jakimi szliśmy. Położona na 1300 m nie była za długa, choć musimy przyznać, trochę nam się dłużyła. Po drodze spotkaliśmy rybki pływające w kanałach nie udało nam się zrobić im zdjęcia, by były za szybkie (mamy tylko marnej jakości filmik) :). 

Mniej więcej w połowie trasy znaleźliśmy się w ciekawym miejscu, gdzie wąskie dość strome schodki tuż przy zboczu prowadziły nas w dół, a obok nich opadał kanał, w którym z impetem leciała woda (sprawdziliśmy palcem, naprawdę pędziła). 

Cała trasa upłynęła nam w spokoju i odprężeniu. Wyszliśmy z lewady ścieżką biegnącą powyżej asfaltowej drogi, którą rozpoczynaliśmy przygodę (rozdziela je pas krzewów). 

Podsumowanie

Całą trasę uważamy za wspaniałą przygodę. Bardzo się cieszymy, że udało nam się zobaczyć i doświadczyć tyle dobra jednego dnia. 

Długość trasy + czas przejścia: Długość trasy, którą my zrobiliśmy wynosi 13 km. Jeśli chodzi o czas, to jest on względny. Myślimy, że w 6 godzin da się to przejść. Dla nas jest to jednak kwestia indywidualna, ponieważ zdecydowaliśmy się przeznaczyć na te szlaki większość dnia. Tak też polecamy, ponieważ nie sztuką jest przebiec przez tyle pięknych zakamarków, jakie ukryte są w niepozornym lesie Laurussilva. Warto poświęcić się temu miejscu. Wawrzynowate lasy pokrywają aż 16% Madery, a 90% uznawane są za lasy pierwotne. Wiedzieliście, że kilkadziesiąt lat temu lasy te porastały południową Europę i północną Afrykę? Zostały wyniszczone przez epokę lodowcową. Więcej o tych lasach piszemy przy okazji naszej wyprawy na Fanal

Co ciekawe, zauważyliśmy, że kontakt z endemicznymi gatunkami, lasami warzynowatymi, najczystszą formą postaci flory i fauny na Maderze mogą przynieść spacery wzdłuż lewad, oczywiście nie tylko, ale tam wszystko jest takie soczyście zielone, “dzikie”, można się poczuć jak w prawdziwej dżungli. 

Poziom trudności: w naszej ocenie łatwy z paroma miejscami, gdzie osoby z lękiem wysokości mogą mieć trudności, ale na pewno nie jest jakiś super niebezpieczny naszym zdaniem. Dzieci również mogą wybrać się w tę trasę. 

Fajnie, że jesteście i czytacie. Mamy nadzieję, że wpis Wam się spodobał, dostarczył wrażeń i pobudził wyobraźnię! Do zobaczenia w następnym wpisie 🙂

TAGS
RELATED POSTS
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Pa, Pa Miejsce!
Poland

Witajcie w małej pustelni włóczęgów! Miejscu pełnym pasji do świata, natury, odkrywania; krainie pełnej nastrojowych, magicznych, ale i śmiesznych, fotobajek podróżniczych z dzikich wypraw po świecie. Znajdują tu głos napotkani w podróży ludzie, zwierzaki-cudaki, nasze refleksje, czasem milczenie, muzyka świata i wiele więcej. Nasz dom, który jest wszędzie, ma otwarte drzwi dla każdego. Rozgośćcie się i zaczytujcie, zaczerpnijcie dawkę inspiracji i pozytywnej energii :). Pa pa, Miejsce Was wita! Fajnie, że tu jesteście. | „Czy to nie przyjemnie, że jest tak dużo rzeczy, które jeszcze poznamy? To właśnie sprawia, że ja się tak cieszę życiem… świat jest taki ciekawy… Nie byłby taki ani w połowie, gdybyśmy wszystko o nim wiedzieli, prawda?” – Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza

Znajdziesz nas na:
Visit Us On InstagramVisit Us On FacebookVisit Us On Youtube
Nasz instagram

Wpadajcie do nas, codzienna dawka ciekawostek, jeszcze więcej zdjęć ze świata i filmików na luzie :).

Nasz Facebook