Water-to-Go – test butelki

RECENZJA_WATERTOGO

Jedną z naszych największych bolączek podczas podróży jest dostęp do wody. Oczywiście wodę pitną można kupić wszędzie, zapakować do samochodu i ruszyć w drogę. Sytuacja zmienia się, kiedy musisz nieść wodę na plecach. Każdy, kto lubi wycieczki piesze w plenerze, nawet te jednodniowe, wie bardzo dobrze, że czasami trudno jest znaleźć sklep i kupić coś do picia, a dźwiganie kilku butelek na dłuższą metę nie jest przyjemne. Zwłaszcza dla osób z problemami kręgosłupa.

Od długiego czasu pijemy wodę kranową, używając butelek typu Dafi czy dzbanków z filtrem. Wynika to z kilku powodów: oszczędność – wychodzi taniej niż kupowanie za każdym razem kilku butelek wody, oraz ekologia – nie pozwólmy, by plastikowa wyspa na Pacyfiku się powiększała. Niestety w naszych podróżach zmuszeni byliśmy zawsze korzystać z wody kupnej w sklepach. Zadaliśmy sobie kiedyś pytanie – a może jest na rynku coś podobnego do butelek filtrujących typu Dafi czy Brita tylko o skuteczniejszym, bardziej zaawansowanym stopniu filtracji (obawa przed bakteriami itd.)? Jakie było nasze zaskoczenie, kiedy znaleźliśmy bardzo dużo ofert z przeróżnymi systemami filtrującymi wodę podczas podróży. Zastanawialiśmy się nad kilkoma rozwiązaniami i kryteria, jakimi się kierowaliśmy to: poręczność butelki, odpowiednia pojemność oraz możliwość filtracji wody ze strumienia czy jeziora. Nasz wybór padł na butelkę filtrującą Water-to-Go.

Water-to-Go
Water-to-Go

Jak podaje producent, system filtrujący wykorzystuje nanotechnologię i cząstki tlenku glinu, dzięki czemu butelka jest w stanie przefiltrować 99,9% zanieczyszczeń, a oprócz tego zatrzymuje:

  • wirusy: m.in. polio, WZW A, entero- i reo-wirusy,
  • metale ciężkie i zanieczyszczenia: chlor, fluor, ołów, chrom, rtęć, nikiel, aluminium, miedź, żelazo, pestycydy,
  • bakterie: e.coli, tyfusu, cholery, czerwonki oraz bakterie powodujące zatrucia pokarmowe, w tym jad kiełbasiany.

Oczywiście wszystkie testy i skuteczność potwierdzone zostały certyfikatami i badaniami, ale zapewne wielu z was, tak jak my na początku, powie “ściema marketingowa”. Producent może pisać, co chce. Owszem zgadza się, ale my pomimo tego zaryzykowaliśmy i kupiliśmy 2 butelki: niebieską dla Patrycji i czarną dla Rafała (pula kolorów jest dość szeroka).

Water-to-Go

Producent ma w swoim asortymencie 3 rodzaje butelek2 rodzaje filtrów. Butelki przezroczyste mają pojemność 500ml i są sprzedawane z mniejszym filtrem, który wystarczy na 2 miesiące regularnego użytkowania lub 130 litrów wody. Butelki czarne (takie jakie my mamy) mają pojemność 750ml i są wykonane z twardszego materiału oraz dostępne z większymi filtrami wystarczającymi na 3 miesiące lub 200 litrów wody. Niedawno pojawił się również 3 rodzaj butelki bardziej przypominający bidon rowerowy. Posiada on również pojemność 750ml. Wszystkie butelki posiadają ten sam rodzaj gwintu, co oznacza, że obydwa filtry do nich pasują.

No dobra, a co z ceną? Wersja czarna + 1 filtr nie należy do najtańszych i kosztuje 150 zł, wersja przezroczysta + filtr 99 zł. Filtry są oczywiście wymienne, dostępne na stronie producenta praktycznie zawsze. Jeden taki kosztuje 50 zł.

W internecie można znaleźć bardzo dużo filmików z testami butelki Water-to-Go, jeden z nich pokazuje jak filtr radzi sobie z coca colą. Można go obejrzeć tu. My nie robiliśmy takich testów, ponieważ po nim filtr nadaje się już tylko do wyrzucenia. Butelki towarzyszyły nam i nadal towarzyszą w podróżach zarówno po Polsce, jak i świecie. Świetnie spisują się w górach, gdzie na każdym kroku można znaleźć rzeczkę oraz wszędzie tam, gdzie jakość wody jest wątpliwa. Najważniejszy test butelek mieliśmy okazję przeprowadzić podczas podróży po Nowej Zelandii.

Przemierzając obydwie wyspy kraju kiwi zależało nam na poruszaniu się w plenerze z jak najmniejszym obciążeniem oraz na zaoszczędzeniu paru dolarów na wodzie pitnej. Możemy Wam się przyznać z czystym sumieniem, że butelki filtrujące Water-to-Go spełniły według nas swe zadanie w 100%. Nie mieliśmy obawy pić ze strumieni, przemierzając nowozelandzkie góry (z wyjątkiem Tongariro), czy też nabierać wodę z dystrybutorów na kempingach (tam zazwyczaj woda jest niezdatna do picia). Największego testu dokonał Rafał (Patrycja bała się ;)), pijąc wodę z jeziora Mapourika, które miało subtelny brunatny kolor, spowodowany dużą ilością tanin. Woda smakowała glonem :D, ale Rafałowi pomimo wypicia ponad litra nic się nie stało, więc śmiało możemy powiedzieć, że filtr spełnia swoją rolę.

Water-to-Go

Co nam nie pasowało?

Niestety butelka filtrująca Water-to-Go nie jest produktem doskonałym. Zauważyliśmy 2 małe wady. Pierwsza to smak wody. Jest on trochę cierpki. My pijąc przez miesiąc tylko z tych butelek przyzwyczailiśmy się do niego, ale na początku czuliśmy nie do końca dobry smak wody. Drugim problemem może być sztywność butelki. Materiał z której jest ona wykonana, jest mało elastyczny, co wcale nie jest złe, ale niestety mieliśmy problem, aby przelać przefiltrowaną wodę prosto z butelki do jakiegoś naczynia, jak np. kubek. Przy naciskaniu butelki woda płynie bardzo małym strumieniem, a po przefiltrowaniu całej szklanki bolała Rafała ręka. W sieci można znaleźć instrukcję, jak sobie poradzić z tym problemem, podłączając do butelki silikonowy wężyk. My jak na razie nie przetestowaliśmy tego rozwiązania.

Podsumowanie naszego testu

Butelka z filtrem Water-to-Go jest bardzo fajnym i przydatnym gadżetem. Pozbywamy się dzięki niej ciężaru dodatkowych butelek wody na plecach, oszczędzamy trochę grosza, przyczyniamy się do ochrony środowiska, a zarazem jesteśmy pewni, ze zaczerpnięta woda będzie czysta i wolna od szkodliwych substancji… Pozostaje tylko kwestia przyzwyczajenia się do smaku :). Dla nas 9,5/10.

Może Cię również zainteresować

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments